Styl lękowy w relacji. Skąd bierze się reakcja, której nie chcesz
25.08.2026 | Joanna Szulc
Jest taki moment, którego prawdopodobnie nie znosisz u siebie. On nie odpisuje przez kilka godzin i Ty wiesz, doskonale wiesz, że nic się nie stało. Ma pracę, ma spotkania, telefon leży gdzieś w kurtce. Wiesz to całym rozumem. A mimo to coś w Tobie zaczyna przyspieszać. Sprawdzasz telefon częściej, niż chciałabyś się przyznać. Układasz w głowie wiadomość, kasujesz ją, piszesz inną, lżejszą, żeby nie wyszło, że się przejęłaś. Potem masz do siebie żal, bo jesteś dorosłą kobietą, która poradziła sobie w życiu z dużo trudniejszymi rzeczami niż milczący telefon.
Kobiety mówią mi wtedy: mam pecha do mężczyzn. Rozumiem, dlaczego tak to nazywają, ale to nieprawda. Pech jest przypadkowy. To, co się dzieje w Twoich relacjach, przypadkowe nie jest.
Zmienia się twarz, nie zmienia się historia.
Powtarzalność w relacjach nie bierze się z tego, że wszyscy mężczyźni są tacy sami, ani z tego, że coś z Tobą nie tak. Bierze się z tego, że każda z nas nosi w sobie pewien wewnętrzny wzorzec bliskości, który powstał bardzo dawno temu i
Chcę Ci powiedzieć coś, co często przynosi kobietom ulgę: to nie jest Twój charakter. To reakcja Twojego układu nerwowego, wyuczona bardzo dawno temu, i włącza się szybciej, niż zdążysz cokolwiek pomyśleć.
W psychologii nazywa się to lękowym stylem przywiązania. Brzmi poważnie, więc od razu chcę powiedzieć, czym ta nazwa jest, a czym nie jest. Styl przywiązania opisuje sposób, w jaki uczyłaś się bliskości, i mówi o tym, czego Twój układ nerwowy nauczył się kiedyś o bliskości: czy jest pewna, czy trzeba jej pilnować. Nie jest to diagnoza ani wyrok. Nie jest to etykieta, która ma Cię określać do końca życia, i nie jest to coś, co masz w sobie na stałe. To można zmienić i wiele kobiet, z którymi pracuję, to zmienia.
Skąd się to bierze. Bardzo upraszczając: jeśli w dzieciństwie bliskość była nieregularna, raz ciepła i dostępna, a raz nagle znikająca bez wyjaśnienia, dziecko uczy się jednej rzeczy. Uczy się, że uwagi trzeba pilnować i że nie wolno się rozluźnić, bo w chwili rozluźnienia można kogoś stracić. To była wtedy bardzo mądra strategia. Dziecko, które uważnie obserwuje dorosłego i dostosowuje się do jego nastroju, zwiększa swoje szanse na to, że zostanie zauważone. Kłopot polega na tym, że ta strategia nie skończyła się razem z dzieciństwem. Pracuje dalej, w Tobie dorosłej, w relacji z mężczyzną, który po prostu nie odpisał, bo miał zajęty dzień.
Chcę powiedzieć wyraźnie, bo to miejsce, w którym łatwo się pogubić. Nie chodzi o szukanie winnych. Nie pracuję z kobietami po to, żeby obwiniały rodziców albo siebie. Obwinianie nie zmienia niczego, tylko dokłada ciężaru. Chodzi o zrozumienie mechanizmu, a to zupełnie inna rzecz. Kiedy rozumiesz, dlaczego coś się w Tobie uruchamia, przestajesz się tego wstydzić, a wstyd jest największą przeszkodą w każdej zmianie.
Jak ten mechanizm wygląda w codziennej relacji? Zwykle tak, że jesteś czujna. Wyłapujesz drobne zmiany tonu, krótszą odpowiedź, inne zakończenie wiadomości, i od razu szukasz przyczyny w sobie. Dostosowujesz się, zanim ktokolwiek Cię o to poprosi. Rezygnujesz z własnych planów, żeby być dostępna, kiedy on się odezwie. Nie mówisz o tym, co Ci nie pasuje, bo boisz się, że zabrzmi to jak pretensja i go oddali. Robisz więcej, dajesz więcej, tłumaczysz więcej, a im mniej dostajesz z drugiej strony, tym mocniej się starasz. I to jest właśnie ta pułapka: lękowy układ nerwowy w chwili zagrożenia nie odsuwa się od tego, co go niepokoi. Przybliża się do tego.
Dlatego tak trudno jest po prostu przestać. Kobiety mówią mi: przecież wiem, że powinnam odpuścić, wiem, że nie powinnam pisać pierwsza, wiem, że to nie ma sensu. Sama wiedza tu nie wystarcza i nie jest to Twoja słabość. Ta reakcja odpala się w ciele, zanim rozum zdąży się odezwać, a rozum dostaje informację, kiedy jest już po wszystkim. Nie da się jej wyłączyć postanowieniem, tak samo jak nie da się postanowieniem zwolnić bicia serca.
Da się natomiast zrobić coś innego i od tego zaczyna się prawdziwa zmiana. Można nauczyć układ nerwowy nowej reakcji. To nie jest praca na jeden wieczór, ale jest całkowicie wykonalna, i widzę jej efekty u kobiet, które przez nią przeszły.
Zaczyna się od bardzo prostej rzeczy: od rozpoznawania własnego stanu, zanim się w nim zanurzysz. Następnym razem, gdy poczujesz to znajome przyspieszenie, zatrzymaj się na chwilę i nazwij to, co się dzieje, najzwyczajniej w świecie, w myślach albo na głos: mój układ nerwowy właśnie się uruchomił. Nic więcej. Nie musisz nic naprawiać ani nikogo przekonywać. Te sekundy, w których to nazywasz, są sekundami, w których nie piszesz, nie dzwonisz i nie tłumaczysz się z tego, że jesteś. To niewiele, a jednocześnie jest to dokładnie ten moment, w którym po raz pierwszy odzyskujesz wybór.
Potem przychodzi cała reszta: praca z ciałem i z regulacją, przyjrzenie się przekonaniom o sobie, które powstały wtedy, gdy byłaś mała, i budowanie nowego sposobu bycia w relacji. Tego nie da się zrobić samą lekturą ani w jeden tydzień. Robi się to krok po kroku i to działa.
Styl lękowy to nie jest to, kim jesteś. To sposób reagowania, którego kiedyś się nauczyłaś, a wszystkiego, czego się nauczyłaś, można się oduczyć.
Jeżeli rozpoznajesz w tym siebie, napisz do mnie. Zobaczymy razem, co się w Tobie uruchamia i od czego w Twoim przypadku warto zacząć.
Cieszę się, że tu jesteś.
Joanna Szulc
Coach Relacji
www.joannaszulc.pl
Kolejny tekst z drogi do siebie
Raz w tygodniu piszę o tym, o czym trudno rozmawiać: o relacjach, które wyczerpują, o schematach, które wybierają za nas, i o tym, jak wrócić do czucia. Bez recept i bez pouczania.
Kolejny tekst z drogi
do siebie
Raz w tygodniu piszę o tym, o czym trudno rozmawiać: o relacjach, które wyczerpują, o schematach, które wybierają za nas, i o tym, jak wrócić do czucia. Bez recept i bez pouczania.
